poniedziałek, 21 grudnia 2009
Właśnie podpisałam wypowiedzenie umowy o pracę
piątek, 18 grudnia 2009
Aura sprawi, że te święta będą piękne.... ale czasami potrzeba coś więcej od zimowej aury
Wczoraj aura o mały włos nie zrobiła z Huberta półsieroty. Na modlińskiej zatańczyłam 2 piruety i zatrzymałam się przy pasie zieleni w przeciwnym kierunku niż reszta wystraszonych kierujących. Jechałam na szczęście 25 km/h. Jak się pozbierałam i wróciłam do prawostronnego ruchu, inni też też baaaaaardzo zwolnili. LETNIE OPONY NA ŚNIEGU TO SAMOBÓJSTWO!!! W związku z tym mój pan założył mi zimowe, szt. 2., na przód. Będzie jeszcze ciekawiej
Hubert wieczorem dostał 39 stopni. Co mnie zresztą nie bardzo dziwi, skoro był z babcią 1,5h na sankach po 3tygodniowej chorobie, z której dopiero powoli wychodzi.
Ja od 3 dni próbuję wykaszleć pięty, ale z miernym skutkiem....
W grudniu mam 2 tygodnie zwolnienia płatnego przez ZUS, więc z pensji raczej nici przed świętami.
Teraz sobie pośpiewam: (...) Jest super, jest super, więc o co ci chodzi...lalalala(...)
środa, 16 grudnia 2009
Hubert złapał rotawirusa. Byliśmy w szpitalu. Wróciliśmy do domu. Objawy też wróciły. Od soboty prawie nic nie je.
Ja planuję ze szczegółami moje nowe życie u dziadków. Ale jestem fatalnie chora i plany schodzą na dalszy plan.
Na koniec: od kwietnia potrzeba mi nowej pracy. Pracodawca wycofuje się z Polski - Echo kryzysu.
Wrócę tu jak chociaż jedno z powyższych się wyklaruje
czwartek, 12 listopada 2009
Mam dość 10-letniej wojny świątecznej...gdzie, co u kogo i za ile... Więc zacisnęłam zęby i powiedziałam: zróbmy dla wszystkich!!! Mamusie, tatusie, dziadziusie, babciusie, cała pra-reszta i cioteczka z wujeczkiem (ok 13-15 osób). Byłam z siebie dumna. Tomek na to (z sarkazmem): Zróbmy we trójkę. -ok, jak uważasz.....odpowiedziałam zupełnie zbita z tropu
A moja mama, ze smutkiem powiadamia mnie, że 24 grudnia ma popołudniową zmianę (do 22:00), bo tak jej szef rozpisał. Zaraz potem dowiaduję się, ze sama go o to poprosiła, bo nie lubi T. i nie chciała awanutry na Wigilii.... heh
Miało nie być wojen świątecznych, a coś mi się wydaje, że zrobi się podsumowanie 10-lecia, to tak sobie miło jubileuszowo powalczymy...
Bycie matką jest coraz trudniejsze.... Lekarka przepisała Małemu antybiotyk (katar od 4 tygodni). Wykupiłam go, wiedząc, że wcale nie chcę mu go podać. Zrobiłam cytologię z nosa i badanie na pasożyty. Oznajmiłam T., ze nie podam tego antybiotyku dopóki nie dostanę wyników, bo on jest za malutki i wielka chroba mu sie nie dzieje. Zostałam zbesztana i wyzwana, bo się nie znam, a antybiotyki są cacy. Teściowa też wyglądała na niezadowoloną, że ma synową, co to chce zaszkodzić jej wnukowi. Trudność bycia matką polega na tym żeby się tym nie przejmować...
...a Hubert już drugą noc śpi z czystym nosem bez kaszlu :D:D:D Dziękuję Ci synku, że wspierasz mnie w moich decyzjach.....
poniedziałek, 09 listopada 2009
Plucha, poniedziałek, niskie ciśnienie, Hubert nadal chory, z pierwszą prawdziwą blizną... pomimo to, nawet mi nieźle. Dzisiaj bez deprechy. Do przodu, może dlatego, że w weekend odwaliłam wszystkie swoje domowe powinności i dzisiaj nic nie muszę, nic nie zalega i nie czeka... cud jakiś!
Poza tym, nie wiem dlaczego ale już czekam na Święta... Może głównie na to, że spędzimy kilka dni razem... że będę mogła kupić Hubertowi konia na biegunach. ;)
Na razie jednak trwa dyskusja na temat choinki. Ja chce normalną jak co roku, T. zaś twierdzi, że Mały ją zdemoluje, więc kupimy stroik... ale Święta bez choinki?!?!?!? Hubert ma nie zobaczyć tego cudownego kolorowego zjawiska?!?!?! nie ma mowy. Trzeba ją tylko zabezpieczyć przed przewróceniem :D:D:D
czwartek, 05 listopada 2009
Hubert obraził się dzisiaj na tesciową. Wstał jak wychodziłam do pracy, po 15 minutach go zostawiłam w łóżeczku i wyszłam. Teściowa już nie spała, ale leżała. Minęło 5 minut. Musiałam wrócić po coś do domu. Wchodzę. Mały w łóżeczku, a tesciowa leży. Po relacji telefonicznej, dowiedziałam się, że poszła w końcu do niego, powiedziała, że za chwilę wróci i poszła się wykąpać. Jak do niego wróciła, to był obrazony. JAK MOŻNA ZOSTAWIĆ GŁODNEGO DZIECIAKA W ŁÓŻECZKU I ZNIKNĄĆ MU Z OCZU NA 40 MIN!!!!!!?????
Powtarzałam: najpierw on ma być ubrany i nakarmiony, a wtedy można zająć się sobą. Ale z nim to za dużo zachodu. Kochająca babcia z małym mankamentem: BEZ SERCA!
poniedziałek, 02 listopada 2009
Długo mnie nie było.... bo nic się nie działo, wpadłam w rutynę, mózg przestał pracować. Teraz się dzieje, ale dzieje, tak jak już wcześniej. Dom kapiący nienawiścią przeplataną miłością do Małego.
Poza tym, od czwartku wirus żołądkowy, u wszystkich co nie sprzyja miłym nastrojom. Mały w domu = teściowa w domu, obrażona. Ale chyba głównie na swoją matkę, która w ogóle wydała ją na ten paskudny, nienawisty świat... ma kobieta powazny problem.
1 listopada, wielkie święto, Tomek spędził ze swoją rodziną: mamusią i tatusiem. My w domu. Nie padła propozycja: "Rodzino moja najbliższa, może wybierzemy sie rodzinnie na groby". Po sugestiach z mojej strony, że hubert i ja jesteśmy jego najbliższą rodziną, a nie mamusia na wilanowie, zostałam wyzwana od niedojrzałych gnojówek!
To w sumie byłoby na tyle :D:D:D
wtorek, 13 października 2009
Mały nadal w domu. Coś jest nie tak. Jutro będziemy u lekarza....
Zima w pełni, ale nie dam się, nie damy się. Jest pięknie. Na dworze wiatr i deszcz a w domu miło, ciepło i przytulnie. Sielanka przerywana co chwilę kaszlem i chrząkaniem tesciowej, ale co tam, nie damy się!!
piątek, 09 października 2009
jestem juz w Rydze i nie mam tu polskiego alfabetu, czego strasznie nie lubie. Jest mi smutno i zle. tu jest strasznie zimno i mokro (7 stopni, deszcz i wiatr). Pokoj do spania jest w biurze, gdzie na razie nie grzeja. Mam tylko maly piecyk w pokoju. Nie jadlam sniadania i obiadu. Jest mi zle, jest mi smutno, jest mi szaro....
Chce do domu do mojego malego babla ciagle usmiechnietego i zawadiackiego!!!!!!
A w domu jest juz tesciowa. Oczywiscie nikt mi o tym nie mowil. Domyslilam sie. Tomek nie bedzie mial za duzo roboty przy Malym. Szlag mnie trafia. Nie widzial go tydzien a mimo to woli robic co innego niz zajmowanie sie wlasnym synem!!!
poniedziałek, 05 października 2009
czwartek i piątek w żłobku, a dzisiaj w domu - zielony katar i świdrujący kaszel....heh jestem przerażona, ale zrobię wszystko żeby nie dopuścić do powrotu tej potwory* pod nasz dach. Z pracy dyscyplinarnie mnie nie wyrzucą, bo mam legalne zwolnienia, ale 3 miesięczn ewypowiedzenie.... może to moment na zmianę...
*teściowa
piątek, 02 października 2009
do Matek ...nie oglądajcie filmu "Oszukana" z Angelina Jolie.... Film świetnie zrobiony, fenomenalna Angelina.... ale historia bardzo tragiczna, na faktach, boląca. Smutek, którego nie potrafię ogarnąć.
wtorek, 29 września 2009
Pewna droga mojemu sercu lekarka duszy i współcierpiąca osoba, tęskni za facetem. Ale nie byle jakim, wymarzonym, ze snów, ciepłym i miękkim (o ironio!). Bez twarzy, innym, świeżym. I chyba napędziła we mnie podobną machinę. Teraz nie wiem co to oznacza... norma stałego długoletniego związku, okraszonego dziećmi czy może lat.... A może z naszymi facetami coś jest nie tak.
......
Jednak po chwili zastanowienia, sądzę, że tak właśnie jest i będzie zawsze. Tak ma być. Nie ma ideałów i nawet "ten ze zdjęcia" okazałby się pewnie tak samo irytujący i nudny jak ten nasz, w domu. No, może w innych sferach. Czas więc, by się zastanowić, które sfery są nam niezbędne. A bez których możemy się obejść. Pewnie jeszcze inne pozostaną w strefie marzeń i fantazji, co nada im intymności i tematów do snów.
A pomarzyć zawsze można, być na granicy zakazanego i balansowac na niej. To może być całkiem miłe. Może kiedyś, pięknego dnia, sen się ziści, granica zostanie przekroczona...i co wtedy? Będzie więcej przyjemności czy zatęsknimy za starym, wypróbowanym, statecznym, bez niespodzianek.... To właśnie jest pytanie :)
Broń boże, nie musimy się z tym godzić i zduszać własnych pragnień czy czuć się przegranymi. Z racji płci kobiety są już o oczko wyżej od facetów. Jeśli zdamy sobie z tego sprawę, to nasze domowe, śmierdzące i chrapiące kanapowce wydadzą sie nam bezradnymi jak dzieci, ze względu na skąpstwo Matki Natury (też kobieta) która nie wyposażyła ich w tyle pięknych uczuć, możliwości emocjonalnych etc... co nas :)
od niedzieli jest ona, kwaskowata i gorzka. I dokładnie identyczna robi się atmosfera. Ale oby do jutra. W czwartek Mały idzie do żłobka.... wrócimy do dość miłej ostatnio normy dnia codziennego.
czwartek, 24 września 2009
"Najważniejszy pierwszy krok..."!
środa, 23 września 2009
Wczoraj Hubert po raz pierwszy stał bez trzymanki będąc świadomym tego faktu i szczęśliwym. W związku z tym sam sobie bił brawo, ale wtedy tracił równowagę :)
Niestety, Hubert cały tydzień na zwolnieniu..... z tatą :D:D:D a ja w pracy, ale od wczoraj prześwit mojego gardła ma ze 2 mm, przez natarczywie rosnące migdały :(:(:(
niedziela, 20 września 2009
Byliśmy wczoraj na weselu. Było bardzo sympatycznie i nawet tańczyliśmy. Byli teściowie. Nawet fajnie. Poszłam spać o 2 rano, wiedząc, że Hubert wstaje o 6 rano. Teściowie wracając mieliwstąpić po psa, więc dom był otwarty. 6:30 rano, moje 30 urodziny. Jakiś stukot obcasów w kuchni. Hubert śpi. Zrywamy się z łóżka i ... na krześle w kuchni siedzi mój tata, a obok mama. Piją herbatę. Mama mnie przytuliła i rozryczałam się jak dziecko. Potem tata, też płakałam. Nawet teraz płaczę. Naszyjnik i 30 pięknych róż. Ostatnio razem na moich urodzinyach byli na mojej 18-tce, spóźnieni 3h. Piękny dzień.
piątek, 18 września 2009
rano. z buta na autobus, aż się kurzy. Mnie brakuje oddechu, Hubert szczęśliwy. Dwa przystanki i wysiadka. Większość nie zauważa wózka, młodzi skaczą przez. Z buta na kolejny przystanek, jedzie 511, ale podłoga za wysoko... no to odpuszczam i nie biegnę. (Od wyjścia z domu: 14 min). Sprawdzam rozkład. Te onzaczone [] jeżdzą 2 razy na godzinę. Nauczymy się latać albo chociaż lewitować. Hubert zostaje wniesiony przez jakiś czarny garnitur. Jedziemy. Mały śpi. (Od wyjścia z domu: 30 min). Wysiadamy przy metrze. Wózek znowu zamienił się w widmo... targam go z autobusu... ostatnia. Biegnę do przejścia. Czerwone. Biegnę do windy. Ciasno. Gapowicze. Peron, jest pociąg (Od wyjścia z domu: 43 min). Centrum. Stoję przy drzwiach, ale najwyraźniej znowu wózek jest niewidzialny. czekam aż wszyscy wysiądą. Winda pełna ludzi: młodych, bez wózków i bagaży. Biegnę przejściem do windy. Patrzę na nią... o nie! nie narażę dziecka na otrucie przez wdychanie tego tam.... wózek oburącz i po schodach. Wyprzedziłam wszystkich. (Od wyjścia z domu: 58 min). Znowu joging do żłobka. Mały śpi (na szczęście, bruk na marszałkowskiej jest pomocny). Dobiegamy na miejsce. Dryń: Kto tam? - Hubert. Bzz. Od wyjścia z domu: 1h 6min). Mały się obudził, ubrany i oddany, ale rozpłakany. No więc buta do pracy, mały truchcik nie zaszkodzi. Telefon do mamy, tomka.... Biuro (Od wyjścia z domu: 1h 20min.)
cytując przyjaciółkę: "generalnie jest dobrze". Bo tak właśnie jest. A co ciekawe u niej i u mnie w tym samym czasie.
poniedziałek, 14 września 2009
Zostawiłam go i wybiegłam. Nie słyszałam czy płakał.... ja płakałam, ale dostałam od pana w kiosku cukierka...
niedziela, 13 września 2009
jutro o 8:00 zostawiam go, obcego, samego, płaczącego... nie będę spać, nie wiem czy dam radę. Mam wrażenie, że robię mu nieodwracalną krzywdę... tak strasznie się boję, już płaczę
czwartek, 03 września 2009
Katar, kaszel, dom. Miał być 3 dzień adaptacji. W końcu zostanę z nim w domu na bezrobociu.
środa, 02 września 2009
Dzisiaj znowu byłam z Małym 1h... wyszłam na papierosa. Płacz, nie dał się dotknąć "ciociom". Poza tym jest za duży do I grupy i nie moze iść do II bo nie chodzi. Bzdura. W niemowlęcej nie może być ze wszystkimi, bo jest za silny i ciężki i taranuje inne dzieci. Jakiś koszmar. Jutro mam z nim iść na 2h... jestem załamana. Nie wiem jak to rozegrać i jak dalej postępować...
Wczoraj była N., była przerażona zachowaniem T. Ja też
wtorek, 01 września 2009
Tomek dzwonił i pytał jak tam Mały. Powiedziałam, ze w porządku.
- Ale i tak będziesz siedziała na zwolnieniu, jak będzie chorował, zobaczysz - on mi mówi
- Dziękuję za wsparcie, jesteś kochany - myślę sobie
- Rób jak chcesz
Jeśli ktoś potrzebuje lekcję asekuracji, zapraszam do pana T.
|
|